Karta 2






"Obyczajność i nieobyczajność
u Prasłowian."
(Słowiańskie wartości moralne.)

   Spustoszenia w naszej obrzędowości i naszej prawdziwej historii, poczynione
w minionym milenium chrześcijańskiej okupacji są ogromne. To wielka strata.
W społecznej świadomości zostały nam jeno ich nędzne ślady w postaci śmigusa-dyngusa, święcenia pisanek, oczepin, tradycji ziołolecznictwa, topienia Marzanny, tzw. "palm" na Matki Boskiej Zielnej, i może jeszcze paru innych...

   Utrata obrzędowości to sprawa bardzo bolesna - zatem ogromny szacunek należy się ludziom, którzy resztki tej naszej wiedzy pragną zebrać, jakoś uporządkować i odtworzyć. To niesłychanie ważne zadanie - mimo tego jednak wcale nie najważniejsze.

   O wiele boleśniejszą sprawą jest utrata przez Polaków (w znacznej mierze) charakterystycznej, słowiańskiej mentalności. Utrata moralnych priorytetów, zasad wartościowania oraz oceny zdarzeń i motywów ludzkiego postępowania.

...jakby to napisał fanatyczny katolik lub katolicki misjonarz - "utrata wartości". Utrata naszych własnych, słowiańskich "wartości moralnych" - a nie "wartości katolickich", które były do niedawna w ciągłej ekspansji. Po części strata ta wynika także z braku u dawnych Słowian zapędów misjonarskich. Jak dotąd
w całej znanej mi historii Ludzkości nie trafiłem na żaden ślad, aby Słowianie nawracali kogokolwiek (przemocą lub podstępem) na własną wiarę. Gdyby to robili - być może na zasadzie "najlepszą obroną jest atak", nasza własna mentalność
i słowiańska obrzędowość nie ucierpiałyby aż tak bardzo.

   Ślady tej niesłychanej TRAGEDII znajdziemy z łatwością w naszym własnym języku, który jest obecnie naszym najcenniejszym skarbem-spadkiem, odziedziczonym po naszych słowiańskich Praprzodkach. Jest dziedzictwem, które ciągle jeszcze zachowuje wiedzę o tym jacy niegdyś byliśmy, wbrew zakusom naszych odwiecznych wrogów - a nawet i wbrew naszej własnej, bezdennej GŁUPOCIE. Aby nie być gołosłownym - odwołajmy się do konkretnych przykładów:

   1. "Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie."- Może jednak wykpiwane
    "sobiepaństwo" Polaków nie jest jednak powodem do wstydu? Może ono jest
     powodem do dumy z NAJSTARSZYCH NA ŚWIECIE TRADYCJI 
    DEMOKRATYCZNYCH w kranie Lachów? Tradycji, do których należy
    słowiański "Wiec" (spadkobiercą - obecnie zbeszczeszczony Sejm)     
    funkcjonujący w czasach, gdy na obszarach basenu Morza Śródziemnego i Azji
    Mniejszej oraz całej reszcie Globu zbrodniczą ręką twardo rządzili bandyci-
    ludobójcy, przez całą historiografię podnoszeni do rangi "bohaterów".

   2. "Do trzech razy sztuka." - Może tzw. katolicka "Trójca Święta" nie jest ani
     pierwszym, ani nawet szczytowym osiągnięciem religii, nazywanej
     eufemistycznie "monoteistyczną"? Może to właśnie Słowianie jako pierwsi
     zauważyli "boską naturę liczb pierwszych" - których "porządku
     występowania" nie ogarnął jeszcze do dnia dzisiejszego żaden matematyk?
     Może to jednak ów "Świst", Poświst" i "Pogoda" (jak chce wielu "Łada, Boda
     i Leli") stanowili pierwszą, Świętą Trójcę na całym Globie?

   3. "Dziad" - Może to nie jest wcale żaden biedak godny pogardy (pogardy w
     żydowskim stylu), tylko powszechnie szanowany, jeszcze żyjący Przodek,
     będący "naturalnym nosicielem" słowiańskiej wiedzy o świecie, a także naszych
     rodzimych tradycji i obyczajów?

   4. "Dziwka" - Może to wcale nie jest żadna ladacznica sprzedająca swoje
     wdzięki za pieniądze każdemu kto odpowiednio zapłaci, tylko po prostu młoda
     i jeszcze niezamężna Słowianka, młoda i piękna Laszka - panienka? Wszak do
     dnia dzisiejszego istnieje po czeskiej stronie Dunajca miejscowość o nazwie
    "Czerwony Klasztor". Znajduje się tam od wieków pensjonat dla panien,
    którego dumna nazwa brzmi: "Hodovla Divek".

   5. "Wiedźma" - A może wcale nie osławioną "teściową" tu chodzi, ani
     o "rozwiązłą nałożnicę Szatana", która wylatuje na miotle na Łysą Górę, aby
    tam razem z biesami odprawiać grzeszne "sabaty" ociekające wyuzdanym
    seksem? Może jednak owa Wiedźma jest po prostu kobietą "która wie"?
    Kobietą - która służyła w słowiańskiej gontynie, gdzie nabyła
    najróżnorodniejszą wiedzę, niedostępną przeciętnemu Lechicie, zajętemu
    prowadzeniem gospodarki. Słowa "wiedźma" i "wiedza" zostały bowiem
    zbudowane na wspólnym źródłosłowie, dlatego śmiało można powiedzieć, że
   "Wiedźma - wiedzę ma"!

   6. "Lemum-polelum" - A jeśli nie jest to wcale ktoś niemrawy ani gnuśny. Jeśli to
     nie jest wcale leniwy Lechita, tylko boski potomek jednego z dwu przyrodnich
     braci: Lela i Polela - zrodzonych z seksu uprawianego przez Boginię powietrza
     o nazwie "Pogoda" ("Po-godach" znaczy "nie zaślubiona") z Bogiem wód
     (Świstem) oraz Bogiem ziemi (Poświstem)? Tego samego Lela i Polela, których
     nazwy dziedziczą wspólny źródłosłów ze słowem "Lach" - oznaczającym
     Polaka?

   7. "Kurwa" - Może jednak to nie jest żadne przekleństwo, tylko nazwa
     prastarej bogini miłości "indoeuropejskiego" pochodzenia? Bogini tak starej,
     że sięgającej swoimi początkami czasy neolitu?

   8. "Kutas" - A jeśli to nie jest w rzeczywistości wcale słowo obraźliwe,
     a jedynie zwykła, słowiańska nazwa wszystkiego tego "co zwisa"? Wszak
    "panowie szlachta" jeszcze całkiem niedawno zwykli sobie zdobić własne szable
     paradne eleganckimi KUTASAMI - czego dowodem są zabytkowe szable
     i liczne zapisy w polskiej literaturze.

   9. "Ksiądz" - Słowo to zostało urobione do swojej postaci od wyrazu "xisiążę".
     Jest to słowiański-polski wyraz, który dziedziczy wspólny źródłosłów
     z wyrazem "księga" i oznacza człowieka wykształconego, czyli "xsięcia
     uczonego w piśmie". Lechitami wybieranymi na dożywotnich przywódców
     (władza jednoosobowa) w przypadku zewnętrznego zagrożenia (najazdu,
     wojny) - byli właśnie książęta. Ci z nich, którzy założyli na głowy watykańskie
     piętna kainowe (korony), stawali się królami - papieskimi wasalami.

   W tym kontekście trzeba być naprawdę "ślepym i głuchym" aby nie dostrzegać, jak wiele pracy włożyli nasi odwieczni wrogowie (występujący przeciwko nam jawnie i skrycie), żeby zmienić naszą słowiańską mentalność, zniszczyć ją - czyniąc nas samych podatnymi na ich ataki. ...a my tego zdajemy się nie
dostrzegać. Nie zauważamy, gdy wciskają nam modę na angielszczyznę w ojczystym języku. Modę na różne "Brawo ty" lub "Piętnaście minut do siódmej".

   Zatem. Czy my jesteśmy jeszcze Lechitami? Czy będziemy nimi wtedy, gdy już uda się man w pełni odtworzyć naszą własną, słowiańską obrzędowość? ...czy to jednak za mało? Czy dla naszych odwiecznych wrogów nastał "czas żniw" - a dla nas samych czas wstydu i hańby?

   Mentalność Żydów i Słowian (Polaków) jest krańcowo różna.
Żydzi (nieomal obsesyjnie dbający o tradycje) pochodzą od koczowniczych plemion pasterskich z Bliskiego Wschodu. Pasterstwo nie jest bynajmniej zajęciem altruistycznym (w stosunku do owiec), gdyż ma przecież przynosić pasterzowi dochody z hodowli. Pasterze wypracowali zatem podwójną moralność. Jedną w kontaktach "pasterz - pasterz", a zupełnie inną w kontaktach "pasterz - owca".
Mówiąc wprost, dobry pasterz potrafi powodować w pojedynkę wielkim stadem - które jest przez niego doglądane i chronione, jednak równocześnie oszukiwane.
Podbieranie owcom cieląt, dojenie matek i strzyżenie samców to nie jest to, co dzieje się normalnie w dzikich stadach bez pasterzy. Pomimo tego przedsiębiorczy pasterz potrafi sprawić, że "owce" zupełnie nie kojarzą tych strat i ciągle darzą swojego pastucha pełnym zaufaniem. Są tak przez pasterza mentalnie "zaprogramowane", że obawiają się wolności i istnienia bez pasterskiej ochrony.

   Słowianie (Polacy) w odróżnieniu od Żydów są zlepkiem plemion osiadłych, rolniczych i "leśnych". To niegdysiejsi wojownicy i łowcy. Taką też dziedziczą mentalność. Nie ma w niej miejsca na żadną podwójną moralność - która odbierana jest tako hańba i dyshonor. Jest za to skłonność do popisywania się "bohaterstwem" - częstokroć zupełnie bezmyślnym.
Z powyższych powodów w kontaktach na linii "Żyd - Polak", Żyd zawsze będzie pełnił rolę pastucha - a lekkomyślny i krótkowzroczny Polak, rolę jego "owcy" (a raczej "barana"). Z tego też powodu jeden Żyd potrafi sprawnie kierować wielkim stadem "Polaczków" (lub innych Gojów) - ale nigdy odwrotnie.

Postarajmy się zatem o podsumowanie wartości moralnych, jakimi kierowali się nasi Praojcowie - Lechici:
   ad. 1. - Poszanowanie godności każdej jednostki ludzkiej oraz jej przyrodzonych
             praw. ("Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie.", prawo weta -
            "liberum veto").
   ad. 2 - Poszukiwanie głębszej refleksji nad wszelkimi sprawami świata Lechitów.
            ("Do trzech razy sztuka: Świst, Poświst i Pogoda.")
   ad. 3 - Autentyczny szacunek dla wiedzy i doświadczenia osób w podeszłym
             wieku ("Dziady.")
   ad. 4 - Szacunek dla kobiecości jako mocy sprawczej. ("Dziewka.")
   ad. 5 - Szczególny szacunek staruszek, które zdobyły wiedzę. ("Wiedźma.")
   ad. 6 - Szacunek dla Praojców i całej Ich historii, oraz wszelkich form
              istnienia żywego i nieożywionego. ("Lel - Polel")
   ad. 7 - Szacunek dla miłości jako siły sprawczej. ("Kurwa", noc Kupały)
   ad. 8 - W przypadku konieczności ustanowienia jednoosobowego przywództwa,
              dożywotne powierzanie tego obowiązku wyłącznie ludziom szlachetnym
              i wykształconym (ludziom księgi -"książętom"). Władza nie jest  
              dziedziczna. Po śmierci księcia, naczelną władzę na powrót obejmuje
              Wiec.

    Jeśli pochylimy się nad różnicami pomiędzy określeniami "kultura" oraz "kultura materialna", łatwo zauważymy że:
 
1. Słowianin wolność "ma w genach" - czego dowodem są takie relikty jak prawo weta (liberum veto) lub powiedzenie "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie".

2. Szacunek u Słowian zdobywa się czynami - nie majątkiem. Nawet bardzo biedny ale zasłużony Słowianin będzie posiadał szacunek współplemieńców za zasługi np. na polu walki ("Jam nie z soli ani z roli, tylko z tego co mnie boli".) - jakiego nigdy nie zdobędzie człowiek chytry i podstępny, zdrajca i oszust przechwalający się swoją skutecznością działania oraz majątkiem. Słowianie nie stosują prymitywnej kwalifikacji typu: "bogaty = mądry" (bogaty = rebe). Dla Słowianina honor zawsze jest ponad wszystko inne.
Nie istnieje u nich także najmniejszy problem z tzw. "emancypacją kobiet". Kobiety są bowiem od zawsze równoprawnym oraz integralnym składnikiem całego słowiańskiego świata, funkcjonującego w oparciu o ahierarchiczny model wszechrzeczy. Z tego powodu dyskutowanie o "prawach kobiet" było dla naszych Antenatów działaniem równie zabawnym, jak prowadzenie rozważań na temat tego, która noga jest ważniejsza - lewa, czy prawa?

3. Słowianie w zasadzie nie budowli swoim Bogom żadnych świątyń, gdyż był to dla nich koncept bezsensowny i śmieszny. W ich przekonaniu słowiańscy Bogowie sami stworzyli ten świat i takie siedziby (góry, lasy, rzeki, źródła, itp.) o jakich człowiek mógł jako budowniczy ze swoimi mizernymi możliwościami zupełnie zapomnieć. W odróżnieniu od tego sposobu myślenia - w "kulturze" semickiej
i judeo-rzymskiej bóg-strapa pozostawał bezdomny, dopóki mu Arki nie wystrugano i świątyni nie postawiono. Słowiańscy Bogowie (jako personifikacje sił przyrody) istnieli niezależnie do ludzi - natomiast w "kulturze" judeo-rzymskiej bóg despota nieustannie czegoś od poddanych wymaga, namaszczając ich na koronowanych (bezkarnych) władców absolutnych - satrapów takich samych jak on.

    Dlatego pytanie o to, po której stronie konfliktu mamy do czynienia z kulturą,
a po której jest dzicz (?) jest po prostu retoryczne, a odpowiedź na nie - oczywista.
 
Powrót.