Karta 1




                                                
Rodzima wiara, czy rodzima wiedza?"


   Lechici (nasi Praojcowie) nie wytworzyli pojęcia "filozofia", podobnie jak wielu innych pojęć stosowanych przez "niemców" (istoty "nieme" t.j. nie posługujące się "ludzkim słowem" - takie jak: Sasi, Frankowie, Anglowie itp. albo plemiona śródziemnomorskie lub bliskowschodnie-semickie).
   Nie stworzyli także wielu innych pojęć, takich jak:
       - imperium, imperator, satrapa (władca absolutny)
       - hierarcha, hierarchia
       - król, cesarz
       - patriarchat, matriarchat
       - cywilizacja ("kultura miejska", nie będąca zbieracko-łowiecką lub rolniczą)
       - rasa, rasizm (podziały pomiędzy istotami jednolitymi biologicznie)
       - i wielu innych o podobnym charakterze...
 


   Wszystkie tego typu koncepty są późniejszymi mentalnymi importami na nasze (lechickie) ziemie, które uzyskały przychylność pewnej części naszych pradawnych antenatów. Stało się to z powodu ich nadzwyczajnej "skuteczności" gospodarczej i ekonomicznej. Nazywając sprawę "po imieniu", owa skuteczność otwierała przed nimi nieznaną dotychczas drogę niczym nieograniczonego bogacenia się kosztem własnych współplemieńców. Obecnie, po upływie tysiącleci dostrzegamy wreszcie, że owa "skuteczność" zrodziła także dotkliwe skutki uboczne (także dla obecnych elit majątkowych - bo przecież nie intelektualnych). Pytanie, czy świadomość tych kłopow nie dotarła do narodów Ziemi zbyt późno, pozostaje otwarte.

   W porównaniu z powyższą - hierarchiczną koncepcją istnienia i samoorganizacji,
lechicka "filozofia", czyli koncepcja funkcjonowania świata (słowiański światopogląd w czystej postaci), zaczyna obecnie wyglądać dość atrakcyjnie, pomimo swojej niższej "skuteczności". Dopiero teraz zaczynamy dostrzegać, że przyroda naszej planety tworzy także (idealne) struktury niehierarchiczne,
w których żaden element składowy nie jest szczególnie wyróżniony. A wszystkie są nawzajem od siebie zależne.



    Przykładem (spośród bardzo wielu) takiego bytu-istnienia są np. pierwotne lasy, których wszystkie elementy składowe pozostają w ścisłych relacjach
i najlepiej, gdy znajdują się w przyrodniczej równowadze. Termin "drapieżnik szczytowy w systemie troficznym" jest obarczone szkodliwym balastem antropocentryzmu, ponieważ w rzeczywistości owe drapieżniki są pokarmem dla pasożytów, części drobnoustrojów oraz grzybów częstokroć jeszcze w trakcie swojego życia - a już na pewno po ich śmierci. Z tego właśnie powodu, to co powszechnie bywa uważane za strukturę hierarchiczną (schodkową, piramidalną), w swojej najgłębszej istocie strukturą ahierarchiczną, jak doskonale sześcienny kryształ pirytu).



   Cała dostępna wiedza o naszych Praprzodkach zdaje się zaświadczać, że w taki właśnie sposób postrzegali Oni porządek świata w którym przyszło im ż. Był to rodzaj ówczesnej wiedzy - nie zaś ślepej "wiary", gdyż Słowianie wiedzieli, że:

  
1. ISTNIEJE SWAROG - gdyż ciepło jego promieni było interpersonalnie
    dowiedzioną oczywistością. To była podówczas obowiązująca "teoria naukowa".
   2. ISTNIEJE PERUN - gdyż skutki działania tej mocy-"boga" można
    obserwować nieomal po każdej burzy.
   3. ISTNIEJE MAKOSZA - bo mieli ją pod własnymi stopami na co dzień.
    Wiara w Jej istnienie nie była im do niczego potrzebna.
   4. ISTNIEJE MARZA - bo Lechici umierali (szczególnie na przednówku), co
    
łatwo im było sprawdzić. Zatem "wiara" w śmierć współplemieńca mogła być
     uznana co najwyżej za rodzaj zabawnej głupoty, skoro można było mieć dość
     łatwo w tej sprawie rzetelną wiedzę.
   5. itd. itp. ...gdyż panteon słowiańskich "Mocy" (obecnie nazywanych na wzór
     judeo-rzymski - "Bogami") był w swojej istocie personifikacjami sił przyrody.

   Kluczowym elementem "filozofii" pradawnych Lechitów (i Słowian w ogólności) była trójca mocy (Bogów) sprawczych, tworzących (można by tak nazwać
w dzisiejszych kategoriach rozumowania) "kosmologiczną" jedność. Choć przecież (co oczywiste) o istnieniu kosmosu nic wówczas nie wiedzieli. Nazywali je następująco:
   1. ŚWIST
   2. POŚWIST
   3. POGODA
Wyprzedzili Oni pod tym względem oficjalny zabobon dzisiejszej "naukowości", który ma jeszcze ciągle problem z uznaniem INFORMACJI (obok materii i energii) za integralny składnik budowy Wszechświata. Nawet mimo faktu, że informacja jest powiązana z materią-energią poprzez wzór na entropię oraz zjawisko emergencji.



  Pomimo ogromnych trudności powodowanych przez milenium okupacji i braku narodowego samostanowienia, słowiańska ml "filozoficzna"-światopoglądowa trwa i powoli ewoluuje.
Jak samodzielnie rozwijałaby się ta wiedza, gdyby rzeczywiście otrzymała stosowną szansę od losu, trudno dziś orzec. Należy się spodziewać, że zmierzałaby w kierunku dzisiejszego ateizmu. Dostrzegają to nawet nasi odwieczni wrogowie, z judeo-rzymskiego kręgu kulturowego, mieniący się być "Polakami". Pod szyldem deklarowanej przez nich "polskości", realizują wysokopłatne projekty propagandowe (tzw. "granty") typu:
 
"Corpus Philosophorum Polonorum"
http://www.ifispan.pl/corpus-philosophorum-polonorum/

Projekty, które de facto poświęcone są ekspansji judeo-rzymskiej filozofii
na ziemie rdzennych mieszkańców - Lechitów, i nie wnoszą żadnej wiedzy na temat rodzimej filozofii Polskiej, np. z Akademii Rakowskiej "Braci Polskich".
Agresorów tych o obcym pochodzeniu etnicznym (oraz ich miejscowych kolaborantów) uczciwy Żyd -  prof. Noam Chomsky określa jednoznacznie: "rawage" - znaczy niszczyciele. http://szkola-filozoficzna1gb.5v.pl/chomsky.html
 

 
   Konsekwencje istnienia takiej właśnie (niehierarchicznej) "filozofii-światopoglądu" Prasłowian (w szczególności Lechitów), ma daleko idące konsekwencje w absolutnie wszystkich dziedzinach życia społecznego, oraz sposobie interpretowania odkryć naukowych. Na naszych rdzennych ziemiach jest zarzewiem konfliktu kulturowego z "filozofią" o judeo-rzymskich korzeniach, już od tysiąca lat z okładem. Jedynym filozofem pochodzącym z kultury tzw. "zachodniej", który jest możliwy do zaakceptowania w całości przez mentalnego Lechitę, wydaje się być włoski wizjoner i filozof - Giordano Bruno.

   W podsumowaniu należy postawić tezę, iż obecne tzw. "Rodzimowierstwo" jest w znakomitej większości przypadków co najwyżej konceptem biznesowo-politycznym, budowanym na wzór hierarchicznych struktur chrześcijańskich, do którego dorabia się słowiańską obrzędowość. Dzieje się tak głównie nie złej woli - lecz z powodu tego, że milenium katolickiej okupacji oduczyło Lechitów zdolności rozumowania w kategoriach swoich własnych Praprzodków. Wiedzę zastąpiło wiarą w to, co zostaje podane do wierzenia jako bezdyskusyjny, a nierzadko także święty dogmat. 

   Tymczasem mając na względzie wiedzę zachowaną przez ojczysty język polski, nie o "rodzimowierstwo" tu idzie - lecz o "rodzimoWIEDZTWO". Wszak słowianki prześladowane za uprawianie dawnych praktyk zwano "wiedźmami", czyli tymi, które "wiedzę mają" (patrz źródłosłów "wiedz") :
  Wiedza
  Wiedzieć
  Wiedźma -  wiedzę ma.  Oznacza "mądrą
  niewiastę",  westalkę która zdobyła 
  "wiedzę" w słowiańskiej gontynie.
  Odwiedzić - przybyć, aby się dowiedzieć,
  jak jest u kogoś innego.
  Powiedzieć - przekazać komuś własną
  wiedzę.
  Podpowiedzieć - podsuną komuś przydatną
  wiedzę, której nie posiadał.
  Powiedzonko - sentencja uzupełniająca 
  wiedzę.
  Dowiedzieć się - podjąć czynności
  uzupełniające własną wiedzę.
  Zapowiedzi, zapowiedzieć - przekazać
 komuś wiedzę w sposób nakazujący  
  zapamiętanie.
  Zawiedziony - ten, którego jego własna wiedza wyprowadziła na manowce.
  Nawiedzony  -  ten, który otrzymał  wiedzę (przyjął opętanie)  od tej która
 "wiedzę ma",  tzn. od wiedźmy.

 

Powrót.